niedziela, 23 listopada 2014

Z babcią zawsze radośnie ...



Pamiętam moją babcię ... 
Taka zawsze spokojna , opanowana ,życzliwa i najlepsze obiady robiła.Lalki jej roboty ze zwykłych szmat . Lubiłam tam u niej przebywać  ... Historie i sekrety rodzinne opowiadała mi jak do liceum chodziłam . Dzień babci ,był zawsze dniem dla niej . Dzisiaj choć fizycznie zdrowa ,to brak pamięci robi swoje i opiekuję się nią .Tak ,na co dzień oprócz Amelii opiekuję się jeszcze swoją babcią , która już parę lat mieszka z nami .










Amelia ma babcię najlepszą na całym świecie !
Jest babcia ,od razu jest i uśmiech . Skąd moja mama bierze tyle siły i energii to te och wygłupy ...  skoro wraca z pracy po 12 lub 10 godzinach ... 
Już wejściu samym Amelia wita babcię . Wskakuje na nią w wejściu i ściska i całuje .Często za dnia pyta o babcię .Z babcią gotuje,myje naczynia ... To babcia nauczyła modlić się  wieczorem co stało się naszym rytuałem od tej pory . Babcia jest zawsze w trudnych momentach ,pociesza i doradza. Obdarowuje ile może wnuczkę prezentami .Mąką w kuchni pozwala się bawić . Podrzuca ,śpiewa ... 
Lubię na nie patrzeć ;)





niedziela, 9 listopada 2014

Jedzie pociąg z daleka ...


Ostatnio Amelii nie wystarczał już pociąg na rysunku , w piosence i zabawie ...  ciągle pytała :" Kiedy pojedziemy pociągiem ? " Ja odpowiadałam zazwyczaj, że  jak znajdzie się kiedyś chwila wolnego czasu  , to pojedziemy . I tak odkładałam i odkładałam . Raz zawieźliśmy ciocię na PKP ,drugi raz ,a Amelia prosiła byśmy też pojechały .

I dopiero dzisiaj taki dzień się nadał . Jaka dzika radość była na hasło JEDZIEMY POCIĄGIEM ,pisk i uśmiech od ucha do ucha . 
Szybciutko zjadłyśmy pyszny rosół .Spakowałam torbę Amelii - a to nie lada wezwanie !Torba spakowana . Wózek naszykowany .My ubrane . 20 minut  samochodem na PKP .
I zaczęła się przygoda ,dla Amelii wielkie przeżycie ,pierwszy raz będzie jechała pociągiem ! 
Skupiona i całkiem poważna stała w kolejce za biletem . Dostała w rączkę bilet i poszłyśmy na peron . Czekamy ,wyglądamy za tym naszym pociągiem . Z nami na przejażdżkę wybrały się jeszcze 3 ciocie Amelki .Taki babski wypad . 
Jest pociąg , wsiadamy . Amelia rozgląda się ,ciekawa wszystkiego . Siedzi na kolanach u cioci K . i bacznie patrzy jak szybko jedziemy .Nic nie mówi ,tylko uśmiecha się . Wysiadka jesteśmy na miejscu. Pakujemy się do wózka i idziemy na miasto . 
Amelia zachwycona wszystkim ,nie tylko pociągiem . Rekiny oglądałyśmy i rybki jak to ona mówi :" takie duzie "  Jak to we Wrocławiu krasnale szukałyśmy i znalazłyśmy mnóstwo ,każdy był głaskany i z każdym rozmowa była zaliczona . Bańki mydlane  ogromne ,oglądane przez 15 minut ,pożegnane  z żalem w głosie Amelii . Spacer ,długi spacer po rynku  . U każdej w  ręku oprócz Amelii była  kawa ,ciepła ,pachnąca kawa . Przepyszny obiad . Śmiechy i chichoty .Rozmowy .

W drodze powrotnej  pociągiem, Amelia usnęła w wózku ,chyba z wrażeń ,bo dla niej przecież tyle się działo . Dla dziecka to tak wiele . Amelki jedno marzenie się spełniło .JECHAŁA POCIĄGIEM . Ale jak sama powiedziała ,zaraz po wejściu do pociągu  :" Jesce pojadę auobusiem i siamoletiem " .
Wyjazd udany ;)




















środa, 5 listopada 2014

No i mamy listopad ...



Wraz z początkiem listopada przyszedł też do las katar . Męczy Amelkę , nie pozwala jej swobodnie oddychac . Męczy w dzień i męczy w nocy . Choć sama leci po chusteczkę i dmucha ile sił ,to jednak katar nie chce nas opuścić.  Nosek zatkany i brak ochoty na jedzenie . I tak od 1 listopada . Planowaliśmy ,że Amelia razem z nami odwiedzi groby w tym roku , jednak ograniczyliśmy się do jednego cmentarza ,wieczorową porą .  Skoro tak jej dużo mówiliśmy o tym święcie i obiecaliśmy ,że pojedzie to pojechaliśmy . Chodziła od grobu do grobu i tylko odwracała się w naszą stronę i machała palcem :" nie wolno tykac , paluszka popażę "  i tylko pytała o kolory zniczy . W każdym razie zrobiły na nią te wszystkie światełka wrażenie . 








Od kilku dni utknęłyśmy w domu . Raz katar , a dwa brak ochoty na wychodzenie ,choć pogoda piękna . Amelia sama wychodzić nie chce . 
Zaczęła się zajmować sama sobą . Już tyle mnie nie potrzebuje by bawić się . Fakt ,co chwile domki jej przenoszą się ,co sprawia ,że ciągle i tak muszę za nią chodzić i zbierać wszystkie zabawki , a Amelia już jest w następnym kącie , ale za to jak fajnie się słuchać co mówi do lalek i miśków . Czasem zdążę nagrać .  Te dwulatki są już takie mądre . Naśladuje moje zachowanie i mówi dokładnie to co ja mówię do niej . Czasem sama mnie zadziwia swoją wyobraźnią . 
Jest i tak ,że zwalnia na chwilkę i daje sobie moment na malowanie kolorowanek , czytanie bajek i układnie puzzli - najlepiej z mamą . 












Dzisiaj wybrałyśmy się na spacer . Po ulubionym lesie . Ale zdziwiły nas kolory ! Pięknie jest ,ciepło i tak kolorowo ,że sama Amelia wychodzić nie chciała .  Było rzucanie liści w mamę i zbieranie najpiękniejszych dla babci . I dobrze ,że skorzystałyśmy z tej pogody teraz mamy przepiękne zdjęcia do albumu na pamiatkę ,a w takich kolorach jeszcze nie mamy :)



wtorek, 4 listopada 2014

Amelia uczy się języka angielskiego


Właśnie jakoś rok temu w jakimś porannym programie w tv mówili o językach obcych dla małych dzieci .Coś tylko burknęłam pod nosem i cicho się zaśmiałam. Później w którejś rozmowie z siostrą opowiedziałam jej o tym co mówili i co ona o tym myśli .Zaczęła mi tłumaczyć , a ja zaczęłam się przekonywać ...






I dałam się przekonać .Plusów mnóstwo . Chodzimy już miesiąc . Pierwsza lekcja pokazowa - rewelacja . I mi się podobało i Amelii . Wyszłyśmy zadowolone na maxa . Na pytanie czy Amelka chce iść na angielski ,są podskoki i " tak ,tak chcę ! "  To czemu nie ...

Od miesiąca w każdą środę chodzimy na lekcje . Chodzimy obie . Uczestniczymy obie .  Mamy przemiłą panią . Rodzice biorą taki sam udział w lekcji jak dziecko . Ja siedzę na poduszce zaraz za Amelią .
Tam ciągle coś się dzieje . Nie ma nudy i usypiania na lekcji . Inaczej nie wiem czy Amelia tyle by wysiedziała . Lekcja trwa 45 min , czasem się przedłuży .
Metoda jest świetna , naturalna .Helen Dorn . Odkąd " zapinamy pasy i wsiadamy do samoloty " to koniec ,lądujemy w Anglii i tam już mówimy tylko po angielsku . Co zajęcia pani wymyśla przeróżne rzeczy by zainteresować dzieci .Kiedy uczyłyśmy się o morzu ,była miseczka z wodą i małym statkiem. Skaczemy ,biegamy , śpiewamy i tańczymy .Razem rysujemy , układamy i liczymy klocki ,razem bawimy się ,a zarazem uczymy .

Ja jako mama jestem bardzo zadowolona ,już po lekcji pokazowej byłam ,ale teraz po miesiącu jestem jeszcze bardziej . Amelka też . Opowiada wszystkim  , co się nauczyła i co robiliśmy  dzisiaj . Chętnie ubiera się przed wyjściem na zajęcia  i mówi ,że jedziemy do Anglii. Cieszy się . Lubi postacie jakie tam występują . Każde dziecko jest wynagradzane zawsze klaskaniem i pochwałą od lektora .

Obserwując Amelię ,stwierdzam ,że to był trafny wybór i ogromnie się cieszę ,że zdecydowaliśmy się ,właśnie teraz . Ja chodzę tam z nią  i doskonale widze jak jej idzie .
Zawsze to jakieś wyjście z domu ,teraz jesienią , kiedy wieczory długie .

Oprócz chodzenia na lekcje ,słuchamy dodatkowo płyty w domu - dwa razy dziennie . Oglądamy bajkę właśnie z ulubionymi postaciami .
Widzę ja i inni jak dużo mówi już po angielsku ile słów zna i piosenki . Umie liczyć po angielsku do 5,zwierząt zna całą masę , umie przedstawić się   ,różne słowa ...
Gdybym miała zdecydować jeszcze raz na pewno zapisałabym Amelię .